BAJKA O ŚWINCE
Za górą za lasem Za starym szałasem
Tam gdzie strumyk płynie W odległej krainie
Żyła starowinka Miała małą świnkę
A ta mała świnka Zamiast jeść z korytka
Jadała przy stole Raciczki moczyła
W wołowym rosole A potem swój ryjek
Wkładała do dzbanka Choć przecież przed nią
Stała filiżanka
Staruszka swą świnkę Nad życie kochała
I wszystko robiła Co świneczka chciała
Raz stała na głowie Choć przecież na zdrowie
Źle wpływa to stanie Raz nawet na szafie
Robiła śniadanie Gdy jej podopieczna
Ryła u sąsiada Choć ryć u sąsiada
Świni nie wypada
Sąsiad przyszedł wściekły Zrobił awanturę
Ale jeszcze dostał Od staruszki burę
Za to że stresuje Jej malutką świnkę
Która poszła poryć Sobie odrobinkę
Świnka więc robiła Ze starą co chciała
Jeszcze za to wszystko Żarcie dostawała
Byczyła się ciągle Lub raczej świniła
Podczas gdy staruszka Grzecznie ją karmiła
Świnka więc robiła się Grubsza i grubsza
A stara robiła się Głupsza i głupsza
Wreszcie do szczętu Starucha zgłupiała
I tę swoją świnkę We fraczek ubrała
I co okazało się Moi kochani ?
Że pomysł staruszki Nie całkiem do bani
Gdy świnia na balu Tańczyła we fraku
To nie odbiegała Od innych ważniaków
Nikt więc nie poznał Że to zwykła świnia
Na parkiecie tłuste Cielsko swe wygina
Po tym wszystkim Świnia bezczelna się stała
Aż w końcu staruchę Z chałupy wygnała
Wreszcie polityczną Karierę zrobiła
Pomimo że żadnej szkoły
Nie skończyła
Najdziwniejsze w tym wszystkim
Że nawet chrząkanie Zdobyło jej poklask
I wielkie uznanie I żaden człowiek
Nie zwrócił uwagi Na ryj i racice
Oraz przyrost wagi
Stąd więc wypływa morał:
Że świnia we fraku
Podobna do ludzi
Chociaż czasami
Wokół siebie brudzi
