dam może drobny przykład, z mojego sąsiedztwa (wyszło długie):
moi Sąsiedzi od lat obserwują, co się dzieje np. z jedną, jedyną ulicą, o którą walczyliśmy 8 lat. Byli na wszystkich spotkaniach, jakie organizowaliśmy z obecnym i poprzednim wójtem w sprawie drogi, nielegalnych wysypisk, uważnie czytają, co się dzieje z destruktem i inwestycjami Urzędu w szkołę czy przedszkole gminne. Widzą też opieszałość Urzędu i wynikające z tego konsekwencje, o których regularnie piszę na forum, rozmawiamy o niebezpiecznych sytuacjach, jakie spotykają nas 400-metrowej drodze i zastanawiamy się, co można z tym zrobić. Moi sąsiedzi rozmawiają o najbliższym otoczeniu naprawdę często, częściej, niż kiedyś uważałem.
Na zadane ostatnio pytanie, kto chciałby wystartować do Rady Gminy (a spotykamy się także w tej sprawie), wszyscy, jak jeden, odpowiadają, że nie chcą mieć nic wspólnego z korupcyjnymi praktykami i odkręcaniem zaległości po poprzednikach. Zawodowo wszyscy, (Wy pewnie też), zajmujemy się zbyt ważkimi sprawami, by być uwikłanym w niejasne praktyki urzędu i członków rady gminy. Obecny skład rady gminy moi Sąsiedzi oceniają negatywnie, bo widzą codziennie zerowe efekty prac i rady, i gminy. I dlatego nie chca mieć z tym nic wspólnego.
Ludzie bardzo dobrze pamiętają kłamstwa Pani Muniak na spotkaniach ("zrobimy kochany, zrobimy..."), milczenie radnej z naszego okręgu, patrzącej na nielegalne wysypiska śmieci w lesie ("a co to za wielki problem?") oraz pustosłowie radnych, jacy byli przez nas zapraszani na wiele innych spotkań w naszych domach.
Płomienne i, niestety, puste zapewnienia Pani Kasi Dąbrowskiej zostały ludziom w głowach na długo. Pokrzykiwanie Wiesława Sawickiego na nas w moim domu w czasie spotkań z mieszkańcami, czy wybuczana "autopromocja" M. Grzybka przejdą do historii naszych aktywności.
Nawet podjęta przez nas próba pogodzenia radnych z Chotomowa biegła sprawnie (3 kolejne spotkania) tak długo, jak my sami, wespół z Grzegorzem Brzozowiczem, kontrolowaliśmy przebieg spotkań i ich miejsce. Tak długo, jak kierowaliśmy spotkaniami, działy się rzeczy konstruktywne. Po propozycji Pani Dąbrowskiej przeniesienia spotkań do remizy odbyło się tam już tylko jedno spotkanie, niszczące dotychczasowe, wątłe porozumienie.
O rozbieżności miedzy tym, co mówi a co pisze lokalne medium szkoda gadać: z najnowszym problemem, jaki mamy, sąsiedzi nie chcą już rozmawiać z Elizą ("Dookoła nas") tylko z konkretnym dziennikarzem z "To i Owo". Po ostatnim spotkaniu u mnie w domu, grupa mieszkańców otwarcie poprosiła mnie, by na następne nie zapraszać "Dookoła nas", takie moi Sąsiedzi mają doświadczenia. Dla mnie to jest podwójnie przykre, bo zawodowo zajmuję się mediami. To ja przekonywałem, że lokalna gazeta jest najlepszym narzędziem wpływu na rzeczywistość. Otóż w przypadku Chotomowa - nie jest.
Nie dziwię się podejściu moich Sąsiadów. Psycholog, Bankier, Sekretarz w Gminie większej od Jabłonny, Spec od dystrybucji, dwóch dyrektorów największych firm telekomunikacyjnych, Inżynier budownictwa, 6-ciu prywatnych, prosperujących przedsiębiorców, Lekarka, Farmaceutka, Prezes operatora komórkowego, Programista, Pastor Kościoła czy Nauczycielka Moi Sąsiedzi to naprawdę mądrzy ludzie. - oni nie chcą mieć z tym nic wspólnego. Ja mam tę przewagę, że pamiętam przebieg wszystkich spotkań, bo albo byłem/będę ich organizatorem, albo też gościłem wszystkich u siebie w domu, więc dobrze wiem, o czym mówią. I ja też nie zamierzam startować.
Najbliższe spotkanie mieszkańców odbędzie się już bez udziału Pani Muniak czy radnych, bo Sąsiedzi zrozumieli: takie rozmowy to strata czasu.
Zbierając: obecne praktyki rady gminy oraz negatywny obraz urzędu gminy (celowo z małej litery) odstręczają moich kulturalnych, wykształconych i doświadczonych Sąsiadów od startowania do rady gminy. Mnie także.
pozdrawiam,
Marcin
