Popatrz na ich statystyki - mają 100 wejść dziennie (pytanie jak to liczą i ile jest unikalnych IP). To są wejścia z całego kraju - więc chyba nawet w wyborach prezydenckich nie ma sensu się ogłaszać, bo dotrzesz do ca 3000 wyborców miesięcznie. A w samorządowych to w ogóle kicha, bo pewnie z Twojego regionu nie zobaczy Cię nikt.
Z drugiej strony nawet doświadczeni politycy na podobne absurdy się łapią. Przed ostatnimi wyborami prezydenckimi Kaczyński ze swoją trzódką chodził i ściskał łapę pracownikom call center, którzy mieli dzwonić i namawiać do głosowania (oczywiście na niego). Media piszczały o tym wydarzeniu przez cały dzień.
Szkoda tylko, że nikt nie zastanowił się jaki ma sens całe to przedsięwzięcie. Zatrudnili 20 osób, które mogą pracować 40 godzin w tygodniu (prawo pracy

) - razem daje to 800h gadania w tygodniu. Powiedzmy, że rozmowa trwa średnio 2minuty (chociaż w tym czasie chyba trudno kogokolwiek do czegokolwiek przekonać), więc w ciągu godziny można wykonać 30 rozmów. Razem daje to kontakt z 24.000 wyborców w tygodniu. Całe przedsięwzięcie odpalili z wielką pompą 2 tygodnie przed wyborami, więc zadzwonili do ca 50.000 osób. Z czego 50% już i tak wiedziało na kogo zagłosuje... Uprawnionych do głosowania było 30mln ludzi, przy frekwencji 50% oznacza to, że 1% w wyborach stanowi ok. 150.000 osób, więc call center mogło przekonać ok. 0,17% wyborców - piękny wynik...
I na to idą nasze podatki, z których między innymi są finansowane partie polityczne.