Ale wy chyba nie widzicie różnicy pomiędzy referendum a wyborami.
W wyborach idziesz wybierać "z pośród wielu"
W referendum - przeważnie dać odpowiedź: TAK lub NIE. I najczęściej jest tak, że aby dać odpowiedź TAK musisz iść i oddać głos a żeby odpowiedzieć NIE, wystarczy zostać w domu lub iść na grzyby - jak kto woli...

I nie widzę w tym niczego nadzwyczajnego.
A co do frekwencji.
W wyborach - zgadzam się z wami - ci co nie idą "wybierać z pośród wielu" de facto godzą się na wybór tej części społeczeństwa, która głosować poszła. Ja nawet jestem z tych "oszołomów", którzy uważają że za brak udziału w wyborach powinno się płacić wyższe podatki

W referendum już jest inaczej. Referendum to taki hamulec bezpieczeństwa ale moim zdaniem powinien on być zaciągnięty przez większą część społeczeństwa i w mojej ocenie próg frekwencyjny powinien tu zostać zmieniony na minimum 51% uprawnionych a nie głosujących w ostatnich wyborach.
Bo w życiu bywa tak, że nie zawsze się jest na górze...