Czerwińsk nad Wisłą to miejsce gdzie wybraliśmy się w niedzielę na kolejną wycieczkę rowerową z MOSIREM. Historyczna miejscowość, której początki sięgają 1155 roku, oddalona jest od Legionowa ok.52 km. Dystans ten jednak jest liczony główną drogą. My jechaliśmy jednak w dużej części polami, wąwozami, parowami, szutrem, w pierwszej części trasy rzadziej asfaltem. Pierwszy etap naszej wycieczki to Arena Legionowo - Modlin. Tam czekaliśmy na rowerzystów, którzy dołączyli do nas z Modlina. Stamtąd na dalszą trasę ruszyło nas 16 osób.
Przejechaliśmy Twierdzę Modlin gdzie rozpościerały się widoki na Narew, która wpada do Wisły. Następnie nastąpiła przerwa na... przejazd przez pokrzywy, powalone konary i inne terenowe przeszkody
Następnie dojechaliśmy niezłym podjazdem do Zakroczymia. Tam dopiero zjechaliśmy w liczne wąwozy, parowy, gdzie ciężko było znaleźć właściwą drogę w kierunku Czerwińska. Udało nam się dzięki gps Przemka i Michała dotrzeć do Wólki Smoszewskiej, Wólki Przybojewskiej i Miączynka. Potem znów konsternacja... Koniec drogi za Miączynkiem. Wtedy miejscowi przeprowadzili nas parową do drogi, którą dojechaliśmy do Miączyna, gdzie nastąpił zasłużony postój na uzupełnienie płynów i zjedzenie węglowodanów.
Kolejną miejscowością, którą minęliśmy to Wychódźc i wreszcie dotarliśmy do historycznej wsi, jaką jest Czerwińsk. Zwiedziliśmy miejscową bazylikę w stylu romańskim oraz zrobiliśmy pamiątkową fotkę.
Na miejscowym rynku znów się posililiśmy przed drogą powrotną. Tym razem przejechaliśmy szosę Warszawa - Płock. I objechaliśmy kolejne miejscowości: Komsin, Wilkowuje, Chociszewo, Roguszyn, Goławin, Przybójewo, Karnkowo, Chociszewo, Kamienicę, Złotopolice i Trębki.
Część grupy odłączyła się na pociąg w Modlinie. 11-osobowa część wycieczki ruszyła dalej. Niestety na ścieżce pieszo-rowerowej w Skierdach nieostrożny kierowca, potrącił naszego rowerzystę Jarka. Postanowiliśmy, że przy poszkodowanym zostanie Przemek i ja, a reszta dokończy ostatni, kilkukilometrowy fragment do Legionowa. Przemek wezwał policję i karetkę, bo Jarek nie czuł się najlepiej. Nasze rowery zapakowaliśmy do samochodów znajomych Przemka, bo musieliśmy ponad dobrą godzinę być na miejscu zdarzenia. Ja jeszcze miałem wizytę policjanta w celu zrobienia fotek roweru Jarka, który zabrałem do siebie...
Miejmy nadzieję, że na kolejnej wycieczce niż takiego już się nie wydarzy. A dla kierowców będzie nauczka, by uważali przed wjazdem na chodnik czy ścieżkę rowerową.
Dziękuję wszystkim za udział w tej ponad 120km wycieczce. Zapraszam na kolejną 2 października.