Ja jako wieeelka malkontentka, zrzęda i krytyk do kwadratu zawsze coś wynajdę, aby się nad tym poznęcać.
Tym razem padło na Kaufland, sklep, który czasem spędza mi sen z powiek.Nie cierpię go, a jednocześnie jest to jeden z najbliższych sklepów, więc łażę tam i złorzeczę.
Oczywiście i tak teraz jest lepiej niż jeszcze rok temu. Przynajmniej pojawiło się stoisko z wędlinami i serami.
Dlaczego tak nie lubię owego hipermarketu?
1. Nie ma tu zwykłych koszyków, jak w innych sklepach, człowiek musi w zębach nosić zakupy, jeśli nie chce pchać wielkiego metalowego wózka. Gdy z moim małym dzieckiem w wózku nie miałam gdzie włożyć produktów, musiałam obmyślić pewien patent, aby robić większe zakupy. Na rączkach wózeczka niuni zawieszam wielką torbę i ładuję do niej towary. Pewnego dnia to wszystko razem z niunią się wywali...i wtedy dopiero będzie wesoło!
2. Trzeba bardzo uważnie patrzeć na paragon, zdarza się (i to nierzadko), że cena towaru podana na półce nie zgadza się z ceną na paragonie i to oczywiście na niekorzyść klienta...Czasem jest to parę groszy, a czasem kilka złotych. Jeśli się robi większe zakupy, to taki drobiazg może umknąć uwadze zakupowicza.
3. Wielu towarów zwyczajnie nie ma, ja jestem wyczulona zwłaszcza na te dla dzieci, ostatnio nie mogę dostać cypiska, nie wspomnę o jelpie, którego nigdy tu nie było. Mleka sojowego ani widu, ani słychu, a i miśkoptów ostatnio brak. Można by znaleźć wiele innych drobiazgów, ale mniejsza o to. Ktoś powie, że się czepiam. No bo się czepiam. Jak nie ma, to jest o co się czepiać, nie?
4. Oczywiście, jak i w innych tego typu sklepach, tak i tu robi się wodę z mózgu klientom. Te same towary, które wcześniej kosztowały np. 39 zł, po przecenie np. o 35% kosztują 39 zł! I to jest wielka okazja!
5. Wesolutkie panie nawołują z głośników, że tu jest najtaniej (tratatata), a jeśli klient czeka w kolejce do kasy np. dłużej niż pięć minut, to dostanie PIĘĆ ZŁOTYCH!!!No, no, kupa szmalu! Jest o co powalczyć. No to kiedyś chciałam się przekonać, czy rzeczywiście dostanę pięć złotych, bo i owszem, naczekałam się z 15 minut, a kasy były czynne dwie. I co się okazało? Należy iść z paragonem do punktu obsługi, a tam pani i owszem da mi 5 zł, ale te pieniądze ZOSTANĄ POTRĄCONE Z PENSJI KASJERKI. Dziękuję za coś takiego.Nie jestem ostatnia świnią, żeby kobiecie przy kasie od ust odejmować i tak nędzne grosze, które tu zarabia, a praca nielekka. Jak są czynne dwie kasy, a ludzi cała gromada, to trudno czekać do kasy minutę.
Tych punktów mogłoby być jeszcze kilka, ale sobie daruję i na tym zakończę, bo mi się już przewody przegrzewają...
Naretta

