To że UG kuleje z terminowością to w zasadzie norma i chyba zdążyłem się już przyzwyczaić.
Ale jednocześnie od pewnego czasu zmieniłem podejście do życia. Staram się nie demonizować i nie wyolbrzymiać każdego problemu i żyć troszkę spokojniej.
Kontenerka nie ma? Śmieci postoją chwilkę w woreczku i nic się im chyba nie stanie. Jakie to ma znaczenie? - Żadne...
Nie ma co się denerwować i przesadnie przejmować błahymi problemami

Za bardzo nam chyba weszło w krew że dzisiaj wszystko ma być na konkretną godzinę, np.: 10:53:14
Od roku jestem właścicielem gospodarstwa na wsi (zabitej dechami), którą obecnie sukcesywnie sobie remontuję.
Tam to byście chyba nie wytrzymali. Zamawiam towar budowlany w pobliskiej hurtowni na czwartek na godzinę 14:00.
O 15:00 pana jeszcze nie ma. Dzwonię. On: No wie Pan, kierowca jeszcze nie wrócił... nie potrafię obiecać że dzisiaj dojedziem. To może jutro do południa, co?
No nie ma sprawy, panowie w nagrodę dorzucą mi kilka pustaków gratis i jest git

A z pobliskimi rolnikami umawiasz się na zasadzie: to jak krowy wyprowadzę i świniom dam to przyjadę ok? - zegarków się nie używa bo i po co?
I wiecie, że da się z tym żyć!? Ba! Nawet jakoś tak przyjemniej...
P.S.
To tylko taka dygresja. Sorry za OT
Pozdrawiam i dużo optymizmu życzę.
Bo w życiu bywa tak, że nie zawsze się jest na górze...